www.facebook.com/nasz.walbrzychwww.instagram.com/nasz.walbrzych.pl
Repertuar kina Cinema City Repertuar kina Cinema City

Not so cool story z wałbrzyskich dróg

30.11.2012 r.

Opowieść jest krótka, ale treściwa w bluzgi więc jeśli szanowny Czytelniku nie chcesz się poczuć urażony niezbyt wyszukanym słownictwem jakie nastąpi w dalszej części tego tekstu to kliknij taki krzyżyk w prawym górnym rogu strony, oszczędzisz sobie przykrości. Nie da się chyba jednak opowiedzieć jej w inny sposób niż zasłyszana, żeby oddać jej charakter. Historia to przygoda jednego z instruktorów szkół jazdy działających w Wałbrzychu, który pewnego słonecznego, jesiennego dnia wraz z dość niedoświadczoną kursantką podróżował po ‚nieśmiertelnym trójkącie’ będącym skrzyżowaniem ulic Antka Kochanka i Wysockiego. Znane miejsce, zwykle oblegane przez ‚eLki’ z uwagi na bliskość ośrodka egzaminacyjnego, tamtędy też przebiega trasa większości jazd egzaminacyjnych. Tak było też i tym razem, instruktor – nazwijmy go umownie Ernest toczył się z wolna na terenie trójkąta swoim wozem, obserwując poczynania swojej podopiecznej. Wtem z przeciwnej strony zjawił się wóz egzaminacyjny WORD-u i tu zaczyna się właściwa historia. Sytuacja drogowa spowodowała obustronne hamowanie, cóż czasem tak się zdarza – samochód WORD-u jechał pod prąd. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że po chwili z wozu egzaminacyjnego nie wytoczył się na oko czterdziestoparoletni ‚byczek’, który rozjuszony ruszył w stronę samochodu Ernesta.

 

– Ty kurwo, ty suko! Na chuj włączasz ten kierunkowskaz – usłyszała kursantka. Ty gnoju – usłyszał Ernest – ja się z tobą policzę! A ty co się patrzysz – usłyszał egzaminator, który oniemiał jak wszyscy świadkowie zdarzenia. Ja cię kurwa urządzę! Masz przesrane!

 

 

Festiwal wyzwisk trwał dobre 10 minut, kursantka była bliska płaczu, egzaminator ustawił się tak, żeby być w zasięgu kamery zamontowanej w samochodzie z obawy o własne zdrowie lub życie. Już wydawało się, że sytuację uda się załagodzić, gdy furiat nagle wyrzucił swój portfel czy też saszetkę w górę, po czym pędem podbiegł… do jednego z zaparkowanych w pobliżu samochodów, wyciągnął z niego szarpiąc za ubranie jakąś kobietę (prawdopodobnie swoją towarzyszkę życia), wsiadł za kierownicę i odjechał. Cool story bro, nigdy nie wiemy czym nas życie zaskoczy.

 

 

A Ty, masz jakieś przygody z furiatami na drodze? Czy takie osoby jak opisana w historii powinny mieć prawo jazdy?